czwartek, 17 stycznia 2013

Eh, no że ten czas tak szybko płynie. Z dnia na dzień myślę, co by tu napisać na blogu ale wieczorem już siły braknie. Nie jest lekko z dwójka szkrabów i pracą, trudno wszystko pogodzić.


Próbuję odzwyczaić Milenę od cyca, coraz lepiej nam idzie i chyba niedługo przestanę ją karmić. Tak naprawdę karmię ją teraz tylko wieczorem ok. 19-20, a w nocy jak się budzi to też jej daję, ale ona małoco zje, tyle tylko żeby cyca potrzymać w buzi. To jest najgorsze, że ona się budzi, żeby się przytulić, czujna przy tym jest, na każdy szelest się budzi. A teraz jak dostaje mleko z butli to troszkę lepiej sypia.

Milena strasznie wymusza tego cycka, mnie jak tylko zobaczy to tylko jęczy, wyje, wymusza, aż uszy więdną, dlatego decyzja od odstawieniu zapadła. Przez 7 mies,karmienie cyckiem miało sens, a przez ostatnie 3 mies. cycek to już nie jest do jedzenia, tylko do tulenia.

Nadal nie raczkuje, pełza i staje już na kolanka, czasami na nózki, ale trzeba jej pomóc. No ale raczkować to już raczej nie będzie, sama nie wiem, już w sumie "powinna", no ale skoro tyłek ciężki to tylko pełza :)

....

z innych rzeczy mam możliwość wyjazdu z pracy na wycieczkę Bieszczady - Lwów w maju, ale nie wiem. Chciałbym jechać z mężem, a to już duży koszt. No i nie wiem, bo jednak na wakacje też chcielibyśmy jechać z dziećmi, a kasę u nas trudno się odkłada. Szkoda trochę tej wycieczki i nie wiem co robić.

....

a Martyna teraz właśnie śpi. Zasnęła i nie da rady jej dobudzić. Znów późno pójdzie spać. A ja zaraz do sklepu, pranie się pierze, trzeba będzie powiesić...i tak w kółko dzień za dniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz